niedziela, 11 września 2016

Pod klucz...

Zaczynałam już podejrzewać, że ten moment nigdy nie nastąpi - chwilami miałam nawet wrażenie, że nad tym domkiem ciąży jakieś fatum...

Nic nie szło tak jak to sobie zaplanowałam, ale w końcu udało się - oto on:

Domek zielarki:)

Wykonany w całości samodzielnie (od podłogi, poprzez drzwi i okna, aż pod dach):) - podstawa to klejona deska sosnowa (1,8 cm), sam domek zaś to głównie balsa (0,5 i 0,4 cm) i elementy sosnowe - wyszło mniej ekonomicznie niż gdyby domek był wykonany z płyty lub sklejki, ale za to jest stosunkowo lekki, zaoszczędziłam trochę cennego miejsca na niewielkiej podstawie (29,5 x 29,5 cm), no i nie miałam żadnych problemów z wycinaniem otworów pod fikuśne półokrągłe okienka:).
Domek posiada również własną instalację elektryczną (zasilaną bateriami, z włącznikiem i możliwością podpięcia trzech punktów świetlnych - instalacja ukryta w kominie); kanalizacji i wody bieżącej brak;)...

Zapraszam do oglądania, ale tradycyjnie ostrzegam, że zdjęć jest milion i jeszcze sto;)












Rzut oka na szczegóły (wiem, wiem - w naturze mech rośnie tylko z jednej strony, ale tak mi się podobał, że nie mogłam się powstrzymać i pokryłam nim cały dach;))





Następnym razem postaram się zaprosić Was do już urządzonego domku - lecę dłubać stół, łóżko i inne drobiazgi (a propos - przy okazji tego tego projektu utwierdziłam się w podejrzeniu, że w miniaturkach największą przyjemność sprawia mi wykonywanie większych elementów - budynków, podstaw, podłóg itp.)




niedziela, 21 sierpnia 2016

Czasem słońce, częściej deszcz...

Czyli urlop, urlop, po urlopie...

Od ładnych już kilku lat, w większym, rodzinnym gronie, spędzamy urlop w Dębkach nad pięknym polskim morzem - cały czas zachodzę w głowę jak to się stało, że tak późno odkryłam ten piękny kawałek Polski (być może dlatego, że urodziłam się i wychowałam w Trójmieście i morze z racji swojej bliskości nigdy nie wydawało mi się być jakąś szczególną atrakcją i dopiero wyprowadzka na Mazowsze obudziła we mnie tęsknotę za rodzinnymi stronami...)
No cóż - teraz jednak nadrabiam z nawiązką...

W tym roku pogoda nie dopisała jakoś szczególnie (miejscowi twierdzili, że pod względem pogodowym mają najgorszy sezon od 5-7 lat), ale ja nie odważę się narzekać, bo trafiło się i kilka dni plażowych i kilka wycieczkowych no i mieliśmy wysyp grzybów, jagód, borówek (dla niewtajemniczonych - na Pomorzu jagody to te małe czarne, do serwowania na słodko, borówki zaś - też małe, ale czerwone i do dań wytrawnych, głównie mięs i serów) i wszelakiego innego dobra:).

Pod pojęciem "wszelakie inne dobro" mam na myśli korzenie, mchy, porosty, liście, kory, huby itp. - biegałam po lesie i plaży i zbierałam wszystkie te wspaniałości z myślą o przyszłych miniaturkowych projektach:).
Mam nawet cień podejrzenia, że stałam się czymś w rodzaju lokalnej osobliwości, latając zakapturzona po plaży w wietrzne, deszczowe wieczory "uzbrojona" w nóż i piłkę do drewna, przycinając co ciekawsze gałęzie i korzenie;))))...
(Korzenie idealnie nadają się na miniaturowe drzewa - mają niesamowite, fantazyjne kształty, a po wysuszeniu zachowują dużo większą wytrzymałość niż zwykłe gałązki).

Część wykorzystam na pewno w domku zielarki.

Przywiozłam ze sobą nawet butlę bielusieńkiego, drobnego piasku - jeszcze nie wiem do czego, ale do czegoś na pewno mi się przyda;)...

W co brzydsze wieczory dłubałam zaś sobie mebelki do domku zielarki - oto one:)











A tutaj już "kilka" wakacyjnych zdjęć autorstwa mojej Mamy:)...








Jednego dnia morze miało niesamowitą, bursztynową, prawie czarną barwę - podobno to za sprawą manganu wypłukiwanego przez silne prądy...










Nasza przydomkowa współlokatorka - cierpliwie dokarmiana przez Mamę orzechami celem uzyskania odpowiedniego ujęcia;)...





środa, 3 sierpnia 2016

Wakacje i wyprzedaż;)

No i nie udało mi się dokończyć przed urlopem domku zielarki, chociaż bardzo się starałam - po prostu weekendy były za krótkie;)...
No nic - mam nadzieję, że jeszcze zdążę przed końcem wakacji, a na razie krótka fotorelacja z dotychczasowych postępów prac.







Natomiast co do tytułowej "wyprzedaży" - noszę się z zamiarem sprzedaży dioramy którą zrobiłam dla Noni.
Diorama powstała z myślą o tworzeniu i fotografowaniu scenek rodzajowych z udziałem laleczek - stąd dość "otwarta" jej forma.
Tymczasem okazało się, że choć lalkami bardzo lubię się bawić, to już obfotografowywać je niekoniecznie:(.
Z czasem doszłam też do wniosku, że z miniaturowych wnętrz wolę formy bardziej zamknięte, a diorama stoi niewykorzystana i zajmuje miejsce, którego nadmiaru niestety nie mam, więc jeśli ktoś byłby zainteresowany - zapraszam do kontaktu mailowego:).