niedziela, 18 marca 2018

Najnowsze wieści z placu budowy...

Wiosna za pasem, inwestorka sypnęła groszem, więc prace budowlane ruszyły z kopyta;)...

Domek rozrósł się do słuszniejszych niż zakładałam pierwotnie rozmiarów, więc na planowane wcześniej podwórko miejsca niestety zabrakło, na staroświecki wychodek również, a na dokładkę drzwi finalnie otrzymały zachowawczy brązowy kolor...

...niezmienne pozostają brudne okna we wszystkich moich domkach;)...

...no cóż może przy kolejnym projekcie, coś wyjdzie mi tak jak sobie zaplanowałam... choć mocno w to wątpię;)...

Zapraszam do oglądania postępów dotychczasowych prac...










niedziela, 11 lutego 2018

Drzwi z witrażem

Przez prawie dwa tygodnie kontemplowałam gotowy kamienny komin i dumałam nad układem całego domku, kształtem i wyglądem okien i drzwi...
...finalnie stanęło na oknie witrażowym i drzwiach z przeszkleniem kopiującym wzór okienny - jak wyszło? Sami oceńcie...

Drzwi i framuga zaprojektowane i wykonane w pełni samodzielnie - jeszcze w stanie surowym, bo nie do końca jestem pewna ich koloru (zastanawiam się nad szarą elewacją domu, dopełnioną niebieskimi lub czerwonymi drzwiami... sama nie wiem...)...




piątek, 2 lutego 2018

Kamieniołomy perfekcyjnej pani domu

W swoich miniaturowych pracach lubię wypróbowywać nowe dla siebie techniki i materiały, kombinować z nieznanymi mi wcześniej rozwiązaniami technicznymi - za każdym razem robić coś choć trochę, nie tylko wizualnie, odmiennego od poprzedniego projektu.
Stąpanie po znanym mi terenie i powielanie wcześniejszych rozwiązań prędzej czy później skutkuje nudą i zniechęceniem.

Nie miałam jakoś ostatnio pomysłu na nic nowego, stąd też zapewne brak ochoty na tworzenie nowych miniaturowych budowli.

Do czasu:) - podczas noworocznych porządków wpadł mi w ręce worek z wapiennymi kamieniami zebranymi podczas zeszłorocznej wyprawy do Bałtowa (ich zbieraniu, tradycyjnie już chyba, towarzyszyły zdziwione spojrzenia przechodniów i dziecięce pytania "na co pani to zbiera?" - tym razem nie byłam w stanie udzielić odpowiedzi konkretniejszej niż "nie wiem jeszcze, ale spróbuję zrobić z nich coś ciekawego";)).
Skała wapienna jest bardzo wdzięcznym w obróbce domowej materiałem - jest dość miękka i krucha, a jednocześnie wystarczająco twarda, żeby wykonać z niej coś trwałego.

Pomysł domku z kamienną podmurówką kołatał mi się już kiedyś po głowie, ale finalnie do realizacji jakoś nigdy nie doszło - dostępne dla mnie kamienie i kamyczki nie dawały efektu o który mi chodziło, więc dałam sobie spokój - aż do teraz...

Moja kuchnia prawie perfekcyjnej pani domu;)))) została zamieniona w mniej lub bardziej perfekcyjny kamieniołom - łupanie i dopasowywanie kamyczków i skałek to bardzo żmudna praca, ale pierwsze efekty są już widoczne:).
Zaczęłam nie od podmurówki, ale bardziej wymagającego elementu - kamiennego komina, w którym stanie metalowy piecyk typu "koza" ze stosownym oświetleniem:).
Komin wymaga jeszcze "wyciągnięcia" w górę oraz zafugowania, a nad samą podmurówką zaczynam się poważnie zastanawiać (wiadomo - moje projekty lubią ewoluować i mieć coś do powiedzenia na swój temat, a ja nie mam wyjścia i muszę się dostosować;))...

...nie wiem czy podmurówka nie spowoduje, że kamienia będzie zbyt wiele (tym bardziej, że domek duży nie będzie) i czy nie lepszy efekt osiągnę zestawiając sam kamienny komin ze ścianami w całości wykonanymi z drewna - waham się pomiędzy drewnianymi "balami" i ewentualnie ścianą z ułożonych pionowo desek - sama nie wiem...
...skończę komin i zdecyduję ostatecznie, a póki co zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć ze wstępnej fazy projektu:).




Do łamania i kruszenia wykorzystuję zwykłe kombinerki...





Balsa i glina w menu już były, ale kamieni jeszcze nie próbowaliśmy;)... 



niedziela, 31 grudnia 2017

Tutek na dobre zakończenie starego roku:)

Czasu u mnie niewiele, za to zajęć i obowiązków wszelkich w nadmiarze.
Korzystając jednak z przerwy świątecznej odstawiłam na moment obowiązkowość i poczucie przyzwoitości w kąt i uszczknęłam kilka chwil tylko dla siebie i moich miniaturek.
Udało mi się również nie zapomnieć o zrobieniu (tradycyjnie kiepskich jakościowo, ale jednak) zdjęć "z placu boju" - wracam więc do Was z ostatnim (całym drugim;)) tutorialem w tym roku oraz życzeniami szczęśliwego Nowego Roku i spełnienia marzeń.

Jako, że jestem miłośniczką wosków i świec zapachowych, kwestią czasu było gdy trafią one na mój miniaturowy warsztat.
A, że lubię również kiedy moje miniaturki nie są tylko atrapami i dają choć pozór użyteczności;) - udało mi się wykonać całkiem zacnie działające i pachnące świece:).

Zapraszam do oglądania:).


NARZĘDZIA I PRODUKTY NIEZBĘDNE DO WYKONANIA ŚWIECZKI:
Wosk zapachowy
Kominek do topienia wosków zapachowych
Ostre nożyczki (małe i duże) oraz cążki do paznokci
Miniaturowy słoiczek
Cienki, mocny sznurek
Dobrej jakości wydruki etykietek zapachów
Przeźroczysta taśma klejąca
Ręczniki papierowe i patyczki do czyszczenia
Łyżeczka (ja użyłam plastikowej, spłaszczonej, do dodawkowania lekarstw)
Klej kropelka
Wykałaczka
Patyczek do szaszłyków


WYKONANIE:
1. Obcinam kawałek sznurka o długości około 6 cm, namaczam go w płynnym wosku, rozciągam aby był prosty i odkładam do wystygnięcia/zaschnięcia wosku.

 


2. Opcjonalnie (ja pomijam ten etap i umieszczam sznurek w słoiczku odrazu po wlaniu pierwszej warstwy wosku) - końcówkę nawoskowanego sznurka smaruję delikatnie klejem kontaktowym i przyklejam do spodu słoiczka delikatnie dociskając płaską stroną patyczka do szaszłyków.
Do słoiczka nalewam pierwszą warstwę rozpuszczonego wosku. Gdy wosk zacznie delikatnie tężeć przy ściankach - umieszczam knot w wosku (idealnie po środku), podpieram wykałaczką (aby nie zmienił położenia) i czekam aż wosk dobrze stężeje (to bardzo ważne - jeśli nalejemy kolejna warstwę zanim poprzednia stężeje - knot zacznie się "kłaść" na ścianki naczynia).





3. Dolewam kolejne warstwy rozpuszczonego wosku, czyszczę ścianki słoiczka, przycinam knot na odpowiednią długość (około 4 mm).

 


4. Wycinam etykietkę, przycinam pasek przeźroczystej taśmy klejącej.
Etykietkę przyklejam (stroną z nadrukiem) do taśmy, naklejam na słoiczek.





Gotowe!:)
Nie pozostaje nic innego jak tylko wypróbować i cieszyć się blaskiem ognia i delikatnym aromatem - taka świeca pali się zaskakująco długo (ja pozwoliłam się jej palić 45 minut - w tym czasie ubyło jej około 1,5 cm - zgasiłam, bo bałam się żeby ścianki słoiczka nie pękły od zbyt wysokiej temperatury).









Na córciowej łapce:)


sobota, 28 października 2017

Jesienny kiosk.

No i skończyłam - jesienny kiosk - wczoraj wykonałam ostatnie poprawki dachu i trawy, obfotografowałam i... przekazałam w dobre ręce:).

Trochę żałuję, że nie miałam kilku dodatkowych dni żeby się nim nacieszyć, ale podnoszę się na duchu myślą, iż być może oglądanie go sprawi komuś tyle przyjemności co mnie jego wykonanie:).

Dla mnie zostały zdjęcia, dużo zdjęć, całe tony zdjęć - żeby być precyzyjnym;)

Część z nich siłą rzeczy trafia tutaj, ale ostrzegam - tym razem naprawdę się nie ograniczałam i zdjęć jest po prostu zatrzęsienie:).

Zapraszam do oglądania, a sama biegnę rozrysowywać kolejny projekt - znowu jesienny (wspominałam już, że kocham jesień?;)), klimatyczny, troszeczkę mroczny i w całości mój;)).
























































Na koniec (na wypadek gdybyście czuli niedosyt zdjęć;)) zdjęcia w świetle dnia:)













Z lotu ptaka;)