W moim miniaturowym świecie przygotowania do Halloween idą pełną parą - wczoraj, razem z Dzieciem robiłyśmy dynie:
Dzieć: Maaamooo, co robisz?
ja: drzwi do lasu...
Dzieć: Nooo weź, mamooo!!! Masa Fimo! Mogę lepić z tobą?!?!?!? Proszę, proszę, proszę!!!...
ja: no dobra...
(kleimy w milczeniu, tzn ja milczę, bo się koncentruję, a Dzieć nawija jak najęty;))
Dzieć: Mamooo, a wrzucisz też moją dynię na swojego bloga?
ja: No pewnie! :))))))))
Gdzieś w pudełkach z "przydasiami" znalazłam stary mechanizm od lampki ledowej i tym sposobem dorobiłam się nawet świecącej dyni:).
Normalnych, żywych dyń nie drążę na lampiony, bo najzwyczajniej w świecie szkoda mi takiego dobra - wolę potraktować je jako chwilową, nieświecącą dekorację, a potem ugotować z nich coś dobrego:)
Tutaj trochę lepiej widać, że efekt świetlny faktycznie jest;)...





























