...a może początek - zależy z której strony spojrzeć;)
Dzisiaj mój pierwszy i jedyny jak na razie "bookend", który zrobiłam już jakiś czas temu dla mojej Mamy, potężnie zainspirowana pięknymi "bookend'ami" wykonanymi przez Panią Gosię Suchodolską z bloga Domek pod kloszem, której prace bardzo, bardzo sobie cenię:).
Tutaj i tutaj rzeczone źródła inspiracji:).
Wszystkie elementy (poza wazonikiem, filiżanką i łyżeczką) wykonałam samodzielnie - największym wyzwaniem było krzesło:)...
Zapraszam do oglądania (uwaga - spam zdjęciowy):)...
Powolutku, bardzo, bardzo powolutku urządzam pokoik dla mojej bezimiennej żywiczki.
W ten weekend popełniłam kanapę, z szufladkami materacem i... na razie jeszcze bez poduch i poduszek - po prostu, nie mogę się zdecydować czy zrobić je z materiału takiego jak materac, czy jakiegoś innego, kontrastowego (np. z jeansu), a może dwie takie, dwie takie?...
No nic, na razie myślę;)...
Zapraszam do oglądania:)
Dzisiaj popełniłam swój pierwszy lalkowy repaint - nie jest doskonały, więcej - jest bardzo, bardzo niedoskonały, ale i tak mi się podoba:).
Ale od początku - przeszło trzy miesiące temu stałam się szczęśliwą posiadaczką trzech małych bjd, pierwotnie planowałam wysłać je na profesjonalny makijaż do jednej z polskich artystek, niestety z różnych względów pierwotny plan nie doszedł do skutku. Postanowiłam więc pomalować laleczki sama.
W tym miejscu chciałabym bardzo podziękować wszystkich aktywnym użytkownikom dollsforum - to dzięki ich życzliwym poradom i wskazówkom zgromadzonym na forum chociaż w teorii wiedziałam co robić:).
Docelowo lala ma mieć krótką, rudą perukę. Poluję też na jakieś fajne, szklane oczka dla niej.
Za jakiś czas pewnie przemaluję laleczkę i poprawię to co mi nie wyszło (pierwsze podejście do ust uważam za średnio udane, na pewno nie będę też wklejać jej już rzęs, a przynajmniej nie będą to zwykłe sztuczne rzęsy - przy tak małych lalkach nie wyglądają naturalnie i psują efekt, jeszcze pokombinuję co w zamian - może malowane, a może kawałki naturalnych włosów...), a póki co jest tak (nie obrażę się na konstruktywną krytykę:)...
Żeby nie było, że całkowicie porzuciłam miniaturyzowanie - dzisiaj coś z serii "przyjemne z pożytecznym" - moja mini plantacja pomidorowo-bazyliowa:).
Wspólnie z Dzieciem zrobiłyśmy ją z myślą o jakiejś małej, nieśmiałej, bezdomnej wróżce, których na pewno sporo błąka się po świecie w tych podłych czasach gdy większość ludzi straciła już wiarę we wróżki i magię - my w każdym razie w nie wierzymy!:)
(wierzę też w Świętego Mikołaja, więc jeśli przypadkiem będzie to czytał - myślę sobie, że nasza wróżka nie pogardziłaby współlokatorem w osobie małego pukisia, np. Soso albo Toki;))))
Wracając do miniaturki - zarówno wieża jak i ścieżka powstały z kamieni zbieranych koło nasypu kolejowego - klejone warstwami, klejem uniwersalnym na "formie" z rolki po papierze toaletowym, wykończone fugą w kolorze szarym. Dach to balsa oklejona "łuskami" z szyszki...
No bo kto powiedział, że doniczki muszą być zwyczajne i nudne:).
Tak było w maju...
A tak jest teraz...
Nie mam pojęcia dlaczego, ale gdy zaczyna robić się ciepło moja fascynacja miniaturkami i lalkami gwałtownie stygnie - co prawda nadal z niekłamaną przyjemnością zaglądam w ulubione czeluście internetów by podziwiać wytwory cudzych rąk i wyobraźni, ale sama nie mam najmniejszej ochoty niczego w tym zakresie robić.
Być może to kwestia pogody... chociaż przecież polskie lato nie zawsze jest tak upalne jak tegoroczne - sama nie wiem...
W każdym razie latem przestawiam się na inne formy działalności - głównie rolniczej (balkon;)) i cukierniczej - dzisiaj fotki z efektami tej drugiej:)...
Bardzo na czasie, bo plażowo - torcik dla mojej Córy - wszystko w 100% jadalne:)
W czwartek nadeszła długo oczekiwana chwila - odebrałam z poczty małą paczuszkę (obyło się bez podatków, cła i innego zła - szczęście początkującego;)).
W domu rozpakowałyśmy z Dzieciem zawartość i... jakoś tak na razie krążymy koło pudeł, onieśmielone obecnością nowych domowników:).
Maluchy są pocieszne - jeden (Doll Leaves, Cherry) znalazł już właścicielkę i zyskał imię - panienka trafiła do córki i stała się Oliwią:).
Moja (Doll Leaves, Alex) - zamyślona, tajemnicza i nadal bezimienna, ale mamy czas - poczekam, aż sama mi powie jak ma właściwie na imię;)...
Są niesamowite - nawet bez makijażu, włosów i ubrań - a może właśnie dlatego, że takie saute:)...
Cóż tu dużo mówić - dzisiaj pokój dziecięcy (jeden z dwóch - obecnie już zbyt mały - wiadomo, rodzina się powiększa:))
Na potrzeby sesji lekko ogarnięty - zazwyczaj panuje w nim bałagan jak w najprawdziwszym dziecięcym;)...
To pomieszczenie stanowi chyba największą "zbieraninę" lalkowego domku - jedynie piętrowe łóżko, pościel i książeczka są produkcji własnej, pozostałe z ruchomych elementów to zdobycze "kinder-jajkowe", oryginalne wyposażenie lalkowe i inne bliżej niezidentyfikowane...
Zapraszam do oglądania:)
A jako "bonus" - łazienka - nie poświęcę jej odrębnego posta, bo nijak nie mogę jej ładnie obfocić (to przez to lustro na tylnej ścianie, które odbija pokój mojego Dziecia:(...)