niedziela, 28 lutego 2016

Ławeczka

Popełniłam ławeczkę do oranżeryjnego kompletu:).

Jakoś tak dziwnie wychodzi, że na razie więcej mebli w tej mojej oranżerii niż roślin, ale i do nich też kiedyś dojdziemy - planuję jeszcze krzaczki pomidorków koktajlowych i ostrej papryczki w doniczce, a jak mnie najdzie prawdziwa wena - drzewko różane;)...

Z "martwej natury" ma być jeszcze kocyk na ławeczkę (kupiłam igły do frywolitek - ale na razie oswajam się z ich rozmiarem:)) i skrzyneczki lub drabinka - do ustawienia planowanych roślinek na różnych poziomach:).

A na razie zapraszam do oglądania mojego najnowszego wyrobu - całość wykonana z balsy i listewek sosnowych, woskowana:)...













niedziela, 7 lutego 2016

Podejście pierwsze...

Wczoraj w nocy zrobiłam swoje pierwsze podejście do prawdziwie miniaturowych kwiatów.

W zamierzeniu miały to być róże, które pamiętam jeszcze z czasów dzieciństwa - rosły na działce u mojej Babci i cudownie pachniały, szczególnie po deszczu...
Nie mam pojęcia co to była za odmiana - a moje niewprawne dłonie i czas również zrobiły swoje i wypaczyły zapewne ich obraz.

No cóż - pierwszą próbę uważam za zakończoną, pora na kolejne, mam nadzieję, że lepsze;).

Róże - na razie w wazonie, docelowo planuję "wysadzić" je do jakiejś doniczki i przenieść do oranżerii - zapraszam do oglądania:).












wtorek, 2 lutego 2016

Prezent...

Dostałam dzisiaj niesamowity prezent - niesamowity, bo nie dość, że hojny i piękny to podarowany ze szczerego serca i totalnie bezinteresowny.

Autorką mojej radości jest nieoceniona Ania z bloga minimaniabyania - Aniu, pięknie dziękuję, sprawiłaś mi ogromną przyjemność!:))))))

Nie wiem co jeszcze mogłabym powiedzieć, chyba nie do końca jeszcze ochłonęłam - cieszę się jak dzieciak!:)

Zresztą sami zobaczcie - niestety zdjęcia nie oddają w pełni piękna kwiatów - ani światło, ani aparat, ani operator kamery nie ten;)




Rozładunek - ręce mi się trzęsły z wrażenia;)...














Nie mam pojęcia jak można wykonać coś tak misternego...


Moje ulubione:) 









niedziela, 31 stycznia 2016

Pomocnik ogrodowy

Oto efekty mojej dzisiejszej, nocnej działalności.
W założeniu miał to być secesyjny pomocnik ogrodowy do oranżerii - czy jest secesyjny to już kwestia dyskusyjna, ale na pewno jest to pomocnik;).

Całość skończyłam po godzinie 4 rano, licząc na to, że skoro niedziela, skoro ferie, skoro Dzieć poszedł dość późno spać, a sobota była emocjonująca i pełna atrakcji - odeśpię, chociaż do 10... echhh...

Tytułem wprowadzenia do porannego dialogu rozwiewającego powyższe nadzieje - ze strony Dziecia całość konwersacji przeprowadzona uprzedzająco grzecznym tonem (grzecznym i wogóle z pytaniami o moje zdanie, ponieważ ostatnio w związku z nasileniem niesubordynacji ze strony Dziecia, w ramach kontrofensywy rodzicielskiej zintensyfikowaliśmy z mężem procedury wychowawcze).

Godzina 8:20
Dzieć: Dzień dobry Mamusiu...
Ja: Dzień dobry kotku, jeszcze chwilkę pośpię...
Dzieć: Ok, ok, chciałam ci tylko powiedzieć dzień dobry...

Godzina 8:22
Dzieć: Mamo, czy mogłabym obejrzeć jedną bajkę - nie musisz wstawać, sama sobie włączę?
Ja: Możesz, ale tylko jedną i tylko taką normalną (normalną tj. odpowiednią do wieku - żadne tam wampiry, Violetty i inne takie)...
Dzieć: Dobrze, dziękuję mamusiu.

Godzina 8:25
Dzieć: Mamusiu, a na którym programie są te bajki?
Ja: Na 604...
Dzieć: Dziękuję mamusiu.

Godzina 8:30
Dzieć: Mamo, a na 612 (wampiry) mogę?
Ja: Nie kotku.
Dzieć: Ok, tak pytam, bo myślałam, że może mi pozwolisz.
(pewnie - bo matka śpiąca to pozbawiona instynktów wszelakich matka niemyśląca;))

Godzina 8:40
Dzieć: Mamo, co mogę sobie zrobić na śniadanie?
(W tym miejscu następuje bardzo realistyczna wizja zaksztuszenia, pożaru, ran ciętych itp. - no nic, wstaję i z uśmiechem na ustach maszeruję do kuchni, po drodze dzielnie motywuje mnie nasz kocur - wiadomo, on też głodny, w końcu ostatni raz jadł o 4;)...

Zapraszam do oglądania:).
Jakość zdjęć niestety nie najlepsza, za co przepraszam - strasznie dzisiaj pochmurno, a i ręka nie ta.

Aranżacja "na szybko".





A tu już szczegóły...









Takie oto prześliczne krokusy dostałyśmy z córką od męża/taty (jeden dla mnie, jeden dla Dziecia) - potraktuję je jako wzór do kolejnego mini-projektu oranżeryjnego;)...




niedziela, 24 stycznia 2016

Jak dziki osioł...

...dokładnie tak się narobiłam przy najnowszej z miniaturek.

Myślę sobie, że była to kara za moje tchórzostwo - boję się zabrać za rośliny do oranżerii, wykombinowałam więc sobie, że na pierwszy rzut, raz, dwa, zrobię do niej mini szklarenkę - taką na sadzonki i kiełkujące roślinki.
Zrobiłam, bo się zawzięłam, ale ile z tym było dłubania to szkoda gadać. Szyby jeszcze niedoczyszczone - wybaczcie, ale nie mam siły już dzisiaj ich pucować, więc pokazuję jakie są.

Całość wykonana ze szkła o grubości 2 mm i balsy. Wymiary 6 cm (długość), 2 cm (głębokość) i 4 cm (wysokość), uchylny daszek.

Zapraszam do oglądania:).







sobota, 16 stycznia 2016

Nic spektakularnego...

Udało mi się dzisiaj dokończyć podłogę do oranżerii. Pracy było sporo, a efekt - jak w tytule - spektakularny nie jest.
No cóż, może po prostu taka rola podłogi - w oczy się nie rzuca, ale być musi:).

Zdecydowałam się na rozwiązanie z mobilną podstawą - wykonaną z płyty HDF, obłożoną kaflami i cegiełkami terakotowymi.
W odpowiednio przyciętej płycie, mój nieoceniony małżonek wyfrezował schodek oraz wgłębienie w którym idealnie mieści się szklana część oranżerii.
Wgłębienie powoduje, że oranżeria nie przesuwa się na podstawie i można ją w miarę bezpiecznie przenosić.
Dodatkowo to, że oranżeria "chowa się" delikatnie w podstawę skutkuje również tym, że całość (podstawa i część szklana) sprawiają wrażenie jednej całości, a jednocześnie mam też bardzo łatwy dostęp do środka budowli - na wypadek gdybym chciała umieszczać w niej rzeczy większe gabarytowo niż pozwalają na to drzwi.

Kafelki wykonałam z masy rzeźbiarskiej w kolorze terakoty (niestety pomyłkowo kupiłam ją zamiast glinki modelarskiej) - z rozwałkowanej cienko masy wycinałam kafelki za pomocą kwadratowej foremki do ciasteczek, następnie nadawałam im odpowiednią fakturę poprzez odciskanie na ich powierzchni gruboziarnistego papieru ściernego i szczoteczki do zębów, a po wyschnięciu przykleiłam je do podstawy i zafugowałam (zwykłą, szarą fugą budowlaną).
Efekt jest dobry, niestety masa sprawiła mi sporo problemów podczas fugowania - nawet dobrze wyschnięta nie jest odporna na wodę i lekko rozmazywała mi się podczas przemywania fug.
Całość spatynowana z wykorzystaniem suchych pasteli i zabezpieczona matowym lakierem MSC.

Dodatkowo spatynowałam również cynowe łączenia w szklanej części - w takiej wersji podoba mi się jednak bardziej niż srebrna, ale tutaj niestety nie udało mi się uniknąć błędu.
Błąd nie powstał przez roztargnienie, ale niewłaściwe założenia na samym początku projektu - zakładałam, że łączenia będą srebrne, więc zastosowałam taśmę miedzianą ze srebrnym spodem (gdybym wiedziała, że będę patynować cynę na czarno, od razu użyłabym taśmy z czarnym spodem) - nie jest to bardzo widoczne, ale piszę na wypadek gdyby wśród czytelników trafił się początkujący witrażysta:).

Ależ się rozpisałam;) - zapraszam do oglądania (uwaga - znowu spam zdjęciowy):).



Przed fugowaniem...


Po fugowaniu... 



Spatynowana, ale jeszcze nielakierowana...




 Efekt końcowy - po lakierowaniu.


Całość...